{kingQdragon} | e-blogi.pl
... 2018-02-15

Który to już raz? Księżyc ukazuje w oknie swą bladą, zamyśloną twarz, bez ustanku ścigając się ze swoim płomiennym bratem, na ognistym rydwanie, a ja nie potrafię zliczyć ile czasu minęło odkąd cię zabrakło. Mgliste wspomnienie w pamięci zaciera się coraz mocniej, blaknie, a jednak słodki ból tęsknoty wciąż znienacka rozdziera mi duszę, gdy natknę się w zakurzonych zakamarkach pamięci na twój choćby nikły ślad. Gdzie jesteś teraz, władczyni odległego południa, księżniczko w samotnej, osnutej tajemnicą wieży? Myślę o tobie znowu, choć niedorzecznym byłoby pragnienie ujrzeć cię przez jedną tylko krótką chwilę, jeden, ostatni raz, nim na zawsze rozpłyniesz się w nicość. Myślę o tobie, kiedy lodowaty, zimowy wiatr porywa moje włosy w niespokojnym walcu, wśród wirujących płatków śniegu, między którymi tak pragnę cię dostrzec. Czy ty też teraz tańczysz? Czy nie ku temu kiedyś skłaniało się twoje serce?  Twoje imię ginie gdzieś w mrokach mojej pamięci, choć nie sposób wyrzucić z niej ciebie. Zdążyłam nieroztropnie przywyknąć, że gdzieś tam jesteś. Gdzieś, hen daleko, gdzie nie mogłam cię dostrzec, gdzie nie mogłam być. A jednak twoja obecność była wyczuwalna, choć dzieliły nas galaktyki. Pochopnie dałam wiarę naiwnemu pragnieniu rozmów z tobą i temu obezwładniającemu uczuciu, że jestem potrzebna. Nie ma cię. Ale czy kiedykolwiek byłaś? Czy rzeczywiście ta krótka znajomość, trwająca zaledwie mgnienie oka, warta jest, by resztki moich uczuć znów siały spustoszenie wewnątrz tej pustej skorupy, którą już dawno się stałam? Czy naprawdę udało ci się ponownie wydobyć na światło dnia tą delikatną, wrażliwą stronę, którą tak bardzo pragnęłam ukryć? Jak to możliwe, że dotknęłaś tę zapomnianą strunę zepsutego instrumentu, która już wieki temu została zerwana i zagrałaś na niej melodię? Teraz to nie ma znaczenia, znów zamykam się w sobie, umieram, tym razem już na dobre. Poznać ciebie było zaszczytem, choć nigdy tak naprawdę się nie spotkałyśmy. Tęsknię przyjaciółko. Już zawsze pozostaniesz dla mnie kimś ważnym, na dnie mojego zepsutego serca, będę o tobie pamiętać. Dziękuję, że mogłam być dla ciebie dobrym człowiekiem i chociaż zadajesz mi ból, jest to ból przemieszany z przyjemnością. Staram się ujrzeć twą twarz, wypatruję jej podświadomie sponad opasłych tomów ksiąg w mojej pustelni, wśród zwykłych, szarych ludzi na ulicach, w snach i trupiobladej tarczy księżyca, którego blask może wskaże mi drogę do ciebie. Droga mojemu sercu księżniczko. Baletnico. Tancerko gdzieś na pograniczu snu i jawy. Moja siostro. Kocham cię, moim rozdartym, zgniłym, zepsutym, zdeprawowanym sercem, które już nawet nie pamięta jak kochać. Tęsknię moja przyjaciółko, siostro, moja duszko. Żegnaj.


"Cena chciwości" 2016-06-23

Ohoho... Jak mnie tutaj dawno nie było... Aż mchem zarosło. Musiałam wziąć maczetę, żeby przebić się przez zalegające pajęczyny i bluszcze, które pokryły cały mój blog. Przyznam się Kochani, że nie wiem, czy jest jakiś sens go reaktywować. Wydaje mi się, że chociaż rok szkolny dobiegł już końca, a ja z czystym sumieniem mogę zwrócić swoją uwagę w stronę rzeczy bardziej przyjemnych, nie znajdę zbyt wiele czasu by coś dla Was napisać. Ostatnio spod mojej ręki nie wyszło nic godnego uwagi, z tego powodu też nic nie wrzucałam. Nie mam pomysłu o czym pisać. Moja powieść stanęła w martwym punkcie, a ja załamuję ręce nad pustką w mojej głowie. Uwaga, bo to czarna dziura! Hm... Mimo wszystko, udało mi się sklecić króciutkie opowiadanko, które oczywiście Wam zaprezentuję. Kończę więc ten przydługi wstęp, przesyłam ukłony i biję się w pierś, że nie podołałam zadaniu, jakim jest prowadzenie bloga.


"Cena chciwości"


Wokół była tylko czerwień. W którą stronę by nie spojrzał, widział tylko tę barwę, przytłaczającą i wrogą. Ocean czerwonego piachu, wciągał go coraz głębiej w swoje objęcia, mamił obietnicami, że tylko jeszcze jedna wydma, jeszcze jeden krok, by znaleźć ukojenie przy chłodnej studni, w cieniu drzew. Artur parł więc przed siebie, za każdym razem odkrywając, że to kłamstwo, że za wydmą jest kolejna wydma, na którą trzeba było się wspiąć. Schemat ten powtarzał się w nieskończoność, do znudzenia, pod czujnym okiem palącego słońca, na obrzydliwie niebieskim niebie, na którym nie było nawet jednej chmurki. Ani jednego obłoczka, ani ucząbka nadziei. Rycerz zaśmiał się gorzko, przypominając sobie swój niedawny entuzjazm na wieść, że otrzymał to zadanie. Tak bardzo pragnął się wykazać i zasłużyć na szacunek pozostałych członków zakonu. Jaki był wówczas szczęśliwy... i jaki głupi.
Sam nie wiedział już ile czasu minęło, odkąd zgubił swój oddział w burzy piaskowej. Ten dziwny, garbaty koń, którego mu podarowano, spłoszył się i uciekł, zrzucając z grzbietu Artura i ciągnąc go za sobą przez wiele mil. Stopa, która utknęła w strzemieniu bolała, kostkę niemal na pewno miał skręconą. Stał się ofiarą dla pustyni, bezbronny i nieświadomy, przynajmniej z początku, tego co go czekało. Stróżki potu spływały mu po plecach pod zbroją, ziarenka piasku pod ubraniem boleśnie raniły skórę. Wciąż parł naprzód, walczył, choć wiedział, że niedługo opuszczą go siły. Wściekły na własną bezsilność, zerwał z głowy hełm i cisnął nim daleko w piasek. Poczuł jak powoli ogarnia go rozpacz. Upadł na kolana, z ust wyrwał mu się cichy szloch. Na nic mu teraz była udawana duma, tu wśród czerwieni i przerażającego błękitu i tak ne miało to znaczenia. Uderzył pięścią w ziemię, a kilka łez potoczyło się po jego policzkach. Był tu teraz sam, z dala od rodziny i bez nadziei na jej ponowne zobaczenie.
Był młody, być może nawet przystojny. Miał ładne blond włosy i zielone oczy, mieniące się jak dwie połówki szmaragdu. Chłopięce rysy jego twarzy powoli zacierały się, ustępując miejsca męskim. Był zdrowy i silny. Gdyby tak nie rwał się do zdobycia sławy, miałby przed sobą całe życie.
- Święty Graal... - wycharczał przez popękane usta - Toż to przecież legenda. Bajka, bujda, bzdura! Nie istnieje szczerozłoty kielich, to nieprawda!
A on miał teraz zginąć, przez ambicję swego mistrza, jego fascynację legendami, jego chciwość. W tym jednym momencie uświadomił sobie, jak nisko stoi wartość ludzkiego życia wobec bogactwa i władzy.
Nie podniósł się już by wstać. Siły zupełnie go opuściły, dręczyło uporczywe pragnienie. W niewielkiej odległości od siebie dostrzegł miraż, kolejną okrutną igraszkę pustyni. Wiedział jednak już, że to tylko ułuda. Ciężar zbroi, przygwoździł go do ziemi. Zdobył się jeszcze tylko na to, by odwrócić się na plecy i spojrzeć w oblicze tej wielkiej kuli ognia, królującej na nieboskłonie. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nad konającym rycerzem załopotały skrzydła olbrzymich, padlinożernych ptaków.
"Smutno tak umrzeć..." - pomyślał jeszcze, a jego umysł powoli zanurzał się w ciemność. Jego spękane, suche wargi, wymamrotały ostatnią modlitwę. Zobojętniał na wszystko, powoli poddając się śmierci.
Gdy pierwszy ptak usiadł na piersi Artura, jego serce przestało bić.


"Wszystko się kończy" 2016-02-17

Jak śmiesz kończyć teraz, kiedy ja dopiero zaczynam?
Dlaczego chcesz postawić kropkę w zdaniu, które dopiero się rozpoczyna?
Czy nie byłoby zabawniej rzucić na kolana świat,
I nie kłaniać się przed nikim, nawet przed upływem lat?
Ale przecież wszystko się kończy.
Nawet czasu przyjdzie kres.
I na mnie przyjdzie pora, i na Ciebie też


Okres zawieszenia 2016-02-02

Cześć kochani. Ostatnio mocno zaniedbałam bloga, niestety muszę to przyznać. Obawiam się jednak, że nie mam zbyt wiele czasu by się nim zajmować. Niezmiernie mi przykro, ale chyba będę musiała zrobić sobie przerwę,  przynajmniej do czasu uspokojenia sytuacji z moimi ocenami. Jeśli w między czasie spod mojej ręki wyjdzie jakiś literacki twór napewno się nim z Wami podzielę. Po prostu będę to robić dość rzadko z wiadomych względów. Wrócę niezwłocznie, gdy tylko moja sytuacja się poprawi, chociaż nie sądzę by ktoś tęsknił. 


Pozdrawiam :) /kingQdragon


"Właściwie to nie wiem" 2016-01-11

Właściwie to już nie wiem po co żyję.
Wciąż tylko spadam w dół, na łeb na szyję.
I znów się podnoszę, i na nowo upadam,
Ludzie mówią dawaj radę, bo się poddać nie wypada.
Lecz smutek na przekór drze serce na pół,
Wokół mnie puste ściany, puste krzesła i stół.
Więc odgrywam przed ludźmi tysiące ról,
Nie dam poznać po sobie, że to sprawia mi ból.


"Bicie drugiego serca" 2016-01-05

W ciemne, samotne noce
Sam na sam z myślami
Siedzieli oboje, długimi godzinami.
Myśląc o sobie często, nie mogli usnąć
A w sercach ich było tak dziwnie pusto.
Nadal osobno, choć chcieliby być z sobą
Bo brakuje im bicia drugiego serca obok.


"Była" 2015-12-29

Była szalona i trochę naiwna,
Parę razy zraniona, lecz starała się być silna.
Sama też często raniła, popełniała błędy.
Popełniała ich mnóstwo. Nie wierzyła w happy endy.
Igrała ze światem, przyklejonym uśmiechem,
Wierząc, że każda miłość jest grzechem.
Pragnąc zapomnieć, zadrwiła z życia.
Łza to, czy krew? Krótki krzyk – cisza.


Wesołych Świąt 2015-12-24

Chciałabym dzisiaj złożyć wszystkim, a w szczególności moim nielicznym, ale jakże drogim mi czytelnikom, wesołych świąt. Mam nadzieję, że upłyną Wam one w ciepłej i radosnej atmosferze. Być może spędzicie je z rodziną, lub przyjaciółmi - jak wolicie, bylebyście nie czuli się samotni w ten wyjątkowy czas. Niech spełnią się Wasze wszystkie marzenia, a uśmiech na stałe zagości na Waszych twarzach.


Oczywiście życzę Wam również szczęśliwego Nowego Roku oraz udanego sylwestra. Przeżyjcie go wszyscy i wróćcie cali i zdrowi, ze wszystkimi palcami. Niech ten zbliżający się rok był udanym rokiem. 


Trzymajcie się kochani! Dziękuję Wam serdecznie za Waszą obecność, wsparcie i wszystkie rady, którymi obdarzaliście mnie dotychczas. Jesteście wspaniali. / Wasza kingQdragon


"Tym właśnie jest życie" 2015-12-22

Życie to nieprzejednany bóg.
Życie to okrutna gra.
Nieprzebyty szczęścia próg,
Co tak wiele imion ma.
Tysiąc poplątanych dróg,
Które naprzód ciągle gna,
I miliony pięknych chwil
Których nie wymaże czas.
Życie to strumienie łez,
Daleki horyzont, szalony śmiech.
To sen, który się nagle kończy o świcie.
Tym właśnie jest życie.


Fanfiction na podstawie Gwiezdnych Wojen 2015-12-22

Bar był niewielki i zaskakująco cichy jak na tutejsze standardy. Muzyka nieśmiało przygrywała w tle, jakby obawiała się zmącić spokój jego klientów. Ponure twarze pijących w półmroku zakapiorów, zniechęcały do głośnych rozmów, skutecznie dając do zrozumienia z kim tutaj należy się liczyć. Pomimo tego, w lokalu CrappaLinks przebywało zaskakująco dużo gości. Wielobarwny tłum przelewał się bez większego celu, to w jedną, to w drugą stronę, lał się alkohol, pieniądze przechodziły z rąk do rąk.
Niespodziewanie drzwi do lokalu otwarły się z cichym syknięciem. Wszystkie oczy, ślepia i inne gały – większość klientów miało ich więcej niż dwa – zwróciły się w stronę nowoprzybyłych. Większość uwagi skupiała na sobie wysoka, chuda kobieta w lekkim pancerzu, obwieszona taką ilością broni, że chyba tylko cudem udawało jej się ją unieść. Wyraz jej twarzy sugerował absolutną pewność siebie oraz bezkompromisowość, co niemalże z miejsca czyniło ją niebezpiecznym intruzem, którego należy się pozbyć. Znacznie mniejsze zainteresowanie budziła niewysoka postać w długim, brązowym płaszczu z kapturem. Wyglądała niepozornie, trzymała się raczej z tyłu, w dodatku z powodu niskiego wzrostu, szybko zniknęła w tłumie.
Barman – przysadzisty Rodianin, gdy tylko zdał sobie sprawę, że intruz w pancerzu zmierza w jego stronę, czmychnął czym prędzej, niby to rozmawiając przez radio.
- Jasne. Jestem Leeloo. Miło mi cię poznać. A już miałam nadzieję, że się napiję. – westchnęła autorka tego zamieszania. Przy barowe stołki wokół niej natychmiast opustoszały. Jakiś łowca nagród w zielonym hełmie szturchnął ją na odchodnym łokciem.
- Patrz, gdzie pchasz te łapy, bucu! Popraw sobie to wiadro na głowie, żebyś lepiej widział! – warknęła za nim.
- Dość dziwne miejsce na negocjacje, nie uważasz? – rzuciła z uśmiechem postać w płaszczu, sadowiąc się na jednym z wolnych krzeseł – Jesteś pewna, że to tu?
- Goście tacy jak on mają trochę inny gust. – parsknęła Leeloo – Ciesz się, że w ogóle zgodził się na rozmowę.
- Nie zdziwię się, jeśli zjawi się z obstawą. Albo jeśli się nie pojawi. Z resztą, jesteś pewna, że to nie jeden z twoich starych znajomych?
- Tak. Sprawdziłam go. Żadnych powiązań z Huttami. Jest czysty jak łza. No, jeśli da się coś takiego powiedzieć o terroryście. MIR to nieocenione źródło informacji.
- Raczej nieoceniony złodziej informacji. – postać w płaszczu uśmiechnęła się jeszcze szerzej – Tak czy inaczej, spóźnia się. Szkoda, że przepłoszyłaś naszego przyjaciela barmana. Może powiedziałby nam coś przydatnego. – dodała poważniejszym tonem i rozejrzała się niespokojnie. Zmarszczyła brwi, próbując przebić się wzrokiem przez niekończące się masy istot. Nawet pomimo osłony obszernego kaptura, ekspresje na jej twarzy były zbyt dobrze widoczne.
- Mam wrażenie, że zaraz coś się wydarzy…
- Oczywiście! – parsknęła Leeloo, przesuwając palcem po trzymanym w dłoni blasterze – Ci tutaj, to banda tchórzy. Wcześniej, czy później nie wytrzymają napięcia. Uspokój się Annie, damy im radę.
- Akurat nie to mnie martwi. Mam złe przeczucia… Wiesz, gdybyś nie postanowiła obwiesić się cała bronią, atmosfera nie byłaby tak napięta.
Leeloo zachichotała.
- Zwyczajnie się stresujesz.
Annie już otwierała usta by udzielić odpowiedzi, kiedy do jej uszu doleciał nieprzyjemny dźwięk, jakby ciężki, urywany oddech. Odwróciła się w stronę źródła dźwięku. Jej oczom ukazał się ubrany na szaro osobnik w masce. Całe jego ciało niknęło pod stertą szarych, za dużych szmat, które zdawały się tworzyć jego osobę. W dłoni dzierżył kawał zaostrzonego metalu.
- Chciałaś mnie widzieć. – wyrzęził przez maskę – I oto jestem. Mam zamiar przyjąć waszą kapitulację.
Nawet jeśli jego słowa zbiły Annie z tropu, nie dała po sobie tego poznać.
- Nie jestem tu by omawiać warunki kapitulacji, ale wynegocjować rozejm. – odparła pewnym tonem – Dalszy rozlew krwi nie jest nikomu potrzebny.
- Nic nie wiesz. – warknął tamten – To sprawa honoru. Jeśli wy, Jedi nie przestaniecie wtrącać się w nasze sprawy, wybijemy was co do nogi. I zginie dużo więcej tych żałosnych istnień, które próbujecie chronić.  
Annie uniosła dłoń.
- Nie chcesz z nami walczyć. Porozmawiamy. – powiedziała.
- Twoje sztuczki na mnie nie zadziałają, ścierwo Jedi. – warknął ponownie – Nasze negocjacje kończą się teraz.
Jego ręka zareagowała jak osobny organizm. Zanim ktokolwiek zdążyłby zwrócić uwagę, trzymany w niej jeszcze przed chwilą kawał metalu poszybował w stronę gardła Annie. Nigdy jednak tam nie dotarł, zestrzelony w pierwotnego kursu pociskiem z blastera. Terrorysta w masce zaklął wściekle i rzucił się do ucieczki.  Czasem, choć bardzo rzadko, zdarzały się momenty w których Annie przypominała Leeloo nieśmiałe i zagubione dziecko. To był jeden z tych momentów. Drobna dziewczyna westchnęła żałośnie i pokręciła głową.
- Jestem beznadziejnym negocjatorem. – powiedziała zrzucając płaszcz z ramion. Nie zwracając uwagi na miotający się wściekle tłum, wzburzony po wystrzale, ruszyła w pogoń za zbiegiem.
- Jasne, Annie! – zawołała za nią Leeloo – Idź. Ja dam sobie radę.
Ale blondwłosa Jedi nie zwróciła najmniejszej uwagi na jej słowa. Leeloo zawsze dawała sobie radę. Teraz najważniejsze było schwytanie uciekającego terrorysty. Jednym susem Annie przeskoczyła przez mijany stolik, rozlewając wszystkie stojące na nim drinki.
- Przepraszam! – zawołała nawet się nie oglądając.
Pędziła dalej, czując buzującą w jej krwi adrenalinę. Nie pozwoliła, by zawładnęły nią uczucia. Musi mieć czysty osąd. Nie ma emocji – jest spokój. Tak głosił kodeks Jedi i ona musiała się go trzymać. Nie mogła dać radzie więcej powodów do niezadowolenia.
Plecy uciekiniera były coraz bliżej. Annie wyciągnęła dłoń i użyła Mocy, by cisnąć mu czymś pod nogi. Terrorysta jednak zgrabnie przeskoczył nad przeszkodą, nie tracąc prędkości. Nie mogła pozwolić mu uciec! Ta organizacja była zbyt niebezpieczna, żeby pozwolić jej dalej działać. Nawiązanie kontaktu było ostatnią szansą. A ona?... czyżby właśnie ją zmarnowała?
Cokolwiek miałoby się wydarzyć, gdyby terrorysta uciekł – oznaczałoby to kolejne, jeszcze bardziej zajadłe ataki, w których ginęliby kolejni niewinni. Annie odegnała niepewność i wyciągnęła zza paska świetlny miecz. Włączyła go, gotowa posłać broń prosto w plecy uciekiniera. W tym momencie jednak zdała sobie sprawę, że dotychczas otaczający ją tłum przerzedził się. Pościg zaprowadził ją na opustoszały plac. Po środku zaś…
Po środku zaś stał statek kosmiczny. Nie było wątpliwości, że to tam właśnie zmierza zbieg.
- Nie! – Annie krzyknęła rozpaczliwie i zamachnęła się mieczem. Ścigany terrorysta uniknął jednak ciosu – co mijało się niemal z cudem i zniknął we wnętrzu statku.
Jak na komendę pojazd odpalił silnik i zanim Annie zdążyłaby w jakikolwiek sposób zareagować – wzniósł się poza jej zasięg.
- No i zwiał ci. – odezwała się z przekąsem Leeloo, która jakimś sposobem wyrosła tuż za jej plecami.
- MIR powinna dać radę go wyśledzić… - odparła Annie niepewnie.
- Oczywiście. Chodź. Lepiej się… - nie dokończyła. Annie zdążyła tylko pociągnąć ją za sobą na ziemię, zanim rozległ się huk olbrzymiej, zakrywającej świat eksplozji.  
 
 Oto i obiecany fanfik. Moim zdaniem raczej lipny, ale cóż... science fiction to nie jest moja mocna strona. Chyba lepiej zostanę przy fantasy../ kingQdragon
 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]